wtorek, 24 marca 2015

Audrey Hepburn – Moon River

Moon River na język polski tłumaczono wiele razy, ale spróbujcie zaśpiewać! Słowa sobie, muzyka sobie. Wersja przetestowana przez Słonia - działa. Szczególnie przy niezapomnianej wersji w wydaniu Audrey Hepburn w filmie "Sniadanie u Tiffanego".



Audrey Hepburn – Moon River

Księżycowa rzeka
Ach, rzeko, 
twój księżycowy blask
przemierzę kiedyś chociaż raz.
Wytwórnio marzeń,
ty serc łamaczu,
gdziekolwiek popłyną 
twe fale, tam ja.
Dwaj włóczędzy
chcą zobaczyć świat.
Tak wiele poznać wciąż się da.
Na końcu tęczy naszej jest
zakręt życia gdzieś.
Mój druhu wierny, patrz:
blask rzeki i my. 
 
Ewa Krawczuk

Samotność

Wstajesz
Ledwo otrząśniesz pył
Z głowy
Już cię wzywają
Kolejna bitwa czeka
Na dans macabre
Z tobą i innymi
Czasem już wierzysz, że
Koniec, że teraz
To już pokój i przyjaźń
Wierzysz w to
Czepiasz się tej ostatniej deski
Tonącego
Jedna chwila, oka mgnienie
I znów zostajesz sam
Pośród miliona wrogów
Choć przed chwilą miałeś
Zastępy (nie)przyjaciół
I znów tlący się płomień świecy
Latarnia pośród sztormu i mroku
Rękę zobaczysz, wyciągającą z otchłani rozpaczy
A potem gdy odwrócisz głowę
Wepchnie cię w otchłań beznadziei. 


Klaudia Sudoł

Krótko i nie na temat

Ktoś musiał napisać recenzję. Wypadło na mnie. Mimo to, poniżej nie znajduje się moja opinia na temat twórczość Urszuli Kozioł.

Mam problem z kobiecą poezją. Zazwyczaj jawi mi się ona jako myśli, czyny i emocje ubrane w piękne słowa. Fakt, brzmią zwiewnie lub brutalnie. Przesycone uczuciami. Ale czy autentycznymi? Ponadto, często czytając coś, co wyszło spod pióra kobiety muszę ze wszystkich sił uciekać od złośliwego, moim zdaniem, wyrażenia- „Paulo Coelho w spódnicy”.

Pięć kroków po obłokach (fragment)

:Tatiana Ustinowa:


On był tutaj. Chodził, stawiał i zapalał świece, dotykał ją, a ona nawet się nie obudziła!

Boże, pomóż mi!.. Boże, uratuj mnie, zlituj się nade mną, grzeszną!..

Wasyl Artemiew kiedyś powiedział jej, że kiedy prosi się Boga o to by „uratował i zlitował się” zawsze należy dodawać, że jest się grzesznym. W innym wypadku nie uratuje i nie zlituje się. Tak jemu objaśnił kiedyś wiejski dziadek, mieszkaniec wsi, w której ośmioletni Wasyl spędzał lato i wypasał owce.
Któregoś razu, z pogodnego nieba, zaczęły bić pioruny. Nagle wszystko poczerniało, zaszumiało, drzewa poruszyły się przerażająco. Ośmioletni Wasyl chodził w tym czasie po lesie, zbierając maliny. Przy sobie miał okrągły koszyczek, gumowe kalosze – mające chronić go przed żmijami- i kijek, żeby od czasu do czasu, tłuc nim w muchomory. Ot tak – dla zabawy.

Paryż

Paryż... Mekka artystów, świątynia natchnienia, gwiazda poetów, malarzy, rzeźbiarzy, aktorów i całego tłumu artysto-podobnych ludków. Niesamowite miasto, pełne wrażeń, przygód i czegoś jeszcze. Może magii? Ukrytej w krętych uliczkach tętniących życiem lub w straganach antykwariuszy sprzedających staronowe mapki odległych lądów i niby dziewiętnastowieczne obrazki. Pięknie, olśniewająco, z przytupem! Taka była belle epoque w Paryżu.